Pojechałem tam drugi raz pod koniec stycznia. Niestety, wielbłądów już nie było. Z powodu dużych mrozów trzy dwugarbne baktriany ewakuowano do zagrody poniżej stoku. Za to podczas wjazdu wyciągiem mogłem podziwiać inne zwierzęta. Ze swojego domku wyszły wilki, pod lasem spacerowały jelenie, przy wiacie z sianem kłębiły się jaki. Wjeżdżając drugi raz, zauważyłem jeszcze strusie i lamy, które wyszły ze swojej wiaty na słońce.
Podziwianie tych zwierząt jest możliwe dzięki temu, że stok narciarski leży w sąsiedztwie Zwierzyńca Bałtowskiego. Latem kursują po jego terenie specjalne autobusy, zimą jest zamknięty dla zwiedzających i zwierzęta oglądać można tylko ze stoku spod górnej stacji wyciągu. Przy zjeździe w dół też nie można narzekać na brak ciekawych widoków. Kilkadziesiąt metrów od trasy zjazdowej stoi niewielkie stado dinozaurów. To modele stworzeń, których tropy znajdują się obok, na przysypanych obecnie śniegiem blokach skalnych. Zjeżdżając dalej, narciarz ujrzy w dole zaśnieżony bałtowski JuraPark (czynny także zimą), w którym zgromadzono kilkadziesiąt modeli dinozaurów. Najlepiej widoczny ze stoku jest największy - 45-metrowy sejsmozaur.
Tuż przy stoku nie brak atrakcji. Kolejką grawitacyjną o długości blisko 400 m można zjeżdżać przez okrągły rok, "Kraina Koni" oferuje teraz przejażdżki także saniami.
Największą zimową atrakcją Bałtowa jest oczywiście sam stok, noszący nazwę Szwajcaria Bałtowska. Na miłośników białego szaleństwa czekają dwie trasy zjazdowe - łatwa ma 570 m długości, nieco trudniejsza - 340, różnica poziomów obydwu wynosi 65 m. Narciarze i snowboardziści mają do dyspozycji dwa równoległe nowoczesne wyciągi orczykowe. Wjazd na górę jest wspólny dla obu tras, tam można zdecydować, którą zjedziemy w dół. Rozdziela je niewielki zagajnik brzozowy. Obydwie są szerokie (50-70 m), oświetlone, sztucznie zaśnieżane i ratrakowane. Na stoku działa też szkółka narciarska - dla uczniów przygotowano odrębny, 100-metrowy wyciąg, tzw. wyrwirączkę. Czynna jest również bogato zaopatrzona wypożyczalnia sprzętu i serwis. W pobliżu stoku znajduje się bar i parking.
***
Oprócz Szwajcarii Bałtowskiej w Górach Świętokrzyskich narciarze i snowboardziści mają do wyboru sześć innych stoków. Najbardziej stromy jest na zboczu góry Telegraf w Kielcach. Jego górna cześć przypomina zakopiański Nosal, podczas zjazdu można tam rozwinąć szybkość nawet do 90 km na godzinę. Dolna część już płaska, jest więc gdzie wyhamować. Oba mają w sumie ok. 500 m długości. Najdłuższy świętokrzyski stok znajdziemy w Krajnie-Zagórzu. Główna trasa mierzy ponad 700 m, gdy skręcimy nieco w bok, możemy jechać nawet ponad 800 m. Stok nazywa się Sabat, od czarownic, które przylatywały na sabaty na pobliską Łysicę. Tę najwyższą świętokrzyską górę można podziwiać w czasie wjazdu wyciągiem. Czarownice z drewna zdobią restaurację, żywe można czasem spotkać na stoku...
Ponoć widywane są także z drugiej strony Łysicy, na Miejskiej Górze pod Bodzentynem. Drugą zimę działa tam stacja narciarska Baba Jaga. Oferuje trasę zjazdową długości ok. 600 m, która nie jest ani specjalnie stroma, ani zbyt płaska. W sam raz dla tych, którzy stawiają drugi i trzeci krok na nartach. Pierwszy najlepiej zrobić na Stadionie w Kielcach i w Niestachowie. Oba stoki mają po ok. 450 m długości i doskonale nadają się do nauki jazdy. Ten na Stadionie, często nazywany jeszcze "Pod skocznią" (od skoczni zburzonej w 2006 r., na której Wojciech Fortuna i inni latali przed laty ponad 40 m), oferuje trzy wyciągi. Główny z podwójnym orczykiem jest dla bardziej zaawansowanych. Maluchy i początkujący mają do dyspozycji wyciąg taśmowy, a także krótki bezpodporowy. Można tu spróbować snowtubingu, czyli zjazdów na dętce. Proponuje je także ośrodek w Niestachowie, gdzie na amatorów takiego zjeżdżania czeka specjalny wyciąg. Narciarze i snowboardziści mają w sumie 4 ha do jazdy i 4 wyciągi. Prócz dwóch dłuższych (430-450 m), także 220- i 80-metrowy na specjalnie wydzielonym "przedszkolu narciarskim". Dwa wyciągi i dwie trasy zjazdowe czynne są na zboczu Łajscowej Góry w Tumlinie-Podgrodziu. Z krótszej (ok. 300 m) korzystają głównie początkujący i saneczkarze, z dłuższej (ok. 450 m) - bardziej zaawansowani. Ta druga jest dosyć stroma w górnej części, w dole łagodna.
Wszystkie świętokrzyskie stoki mają instalację do sztucznego zaśnieżania, są ratrakowane i oświetlone. Każdy dysponuje parkingiem, barem lub restauracją, wypożyczalnią sprzętu i serwisem. Na każdym można skorzystać z lekcji jazdy u instruktora. Wszystkie mają strony internetowe, niektóre z kamerą pozwalającą obejrzeć aktualne warunki.
Minusem są ceny. Na głównych stokach jeden wjazd kosztuje od 2,50 do 3 zł, a więc drożej niż na porównywalnych stokach na Podhalu czy w Beskidach. W weekendy bywają kolejki do orczyka, czasem długie. Nie ma ich w dni powszednie, kiedy można pojeździć także taniej. Na obu stokach w Kielcach - Telegrafie i Stadionie - od poniedziałku do piątku w godz. 10-16 obowiązują tzw. karnety dzienne. Można jeździć do woli za 45 zł.
W sieci
www.narty-swietokrzyskie.pl
www.szwajcariabaltowska.pl
www.narty_bodzentyn.republika.pl
www.rekreacjakielce.pl
www.sabatkrajno.pl
www.niestachow.pl
www.tumlin-ski.prv.pl